Szacunek dla gwiazd porno – rozmowa z Willem Brooksem alias MC Dälekiem, alias IconAclassem.

Kult celebrytów uważa za głupotę. Nie rozumie, dlaczego ludzie fascynują się Kim Kardashian. Interesuje się polityką, ale przede wszystkim jest muzycznym erudytą i czołową postacią niezależnego hip-hopu. W maju po raz kolejny zawita do Polski, z której do tej pory ma same miłe wspomnienia.

Will Brooks będzie jedną z gwiazd piątej edycji Asymmetry Festivalu. Wystąpi z nowym projektem IconAclass, który powołał do życia po tym, jak działalność na czas nieokreślony zawiesił znakomity zespół Dälek, z którym parokrotnie gościł nad Wisłą i nagrał tak znakomite albumy jak „From Filthy Tongue Of Gods And Griots”, „Absence”, „Abandoned Language”, czy „Gutter Tactics”. Jako IconAclass ma już na koncie dużą płytę i parę EP-ek. Lecz ten dorobek na pewno szybko się powiększy, bo Brooks pracuje niemal bez przerwy. Kocha to, co robi i codziennie stara się wymyślać nowe beaty. Właśnie pracuje nad kolejnym wydawnictwem, które najprawdopodobniej pojawi się w drugiej połowie 2013 roku. Rozmowa z Willem to prawdziwa przyjemność. Jest elokwentny, miły, skromny i ma wiele do powiedzenia na różne tematy. Ale największą pasję w jego głosie słychać wtedy, gdy mówi o muzyce. A mówi o niej sporo i naprawdę ciekawie.

Nie jesteś pierwszym Amerykaninem z New Jersey, z którym rozmawiam. Z dotychczasowych wywiadów dowiedziałem się, że to ulubione miejsce imigrantów, że ludzie mieszkający tam są bardzo pracowici i zorientowani na cel, ponieważ zawsze było im ciężej zrealizować marzenia, spełnić ambicje niż rodowitym Amerykanom. Zgadzasz się z takim opisem, czy czegoś w nim brakuje?

Zgadzam się, to dość dokładny opis. New Jersey to z pewnością tygiel, w którym znajdziesz ludzi z całego świata. Zwłaszcza w metropolitalnej części Nowego Jorku i New Jersey. Ja mieszkam w północnej części New Jersey, na zachód od Manhattanu. Wszyscy ludzie tutaj mocno dążą do tego, aby żyło im się lepiej i z pewnością są bardzo pracowici.

Mówiłeś o tyglu, w którym mieszają się różne narodowości. Czyli jest wiele kultur, zwyczajów, wpływów. Jeśli się nie mylę, korzenie Twojej rodziny są w Ameryce Łacińskiej. Ciekawi mnie, jak rozwijał się twój gust muzyczny i jakie kultury muzyczne miały na Ciebie wpływ?

Moja rodzina pochodzi z Hondurasu. Przyjechała do Ameryki w 1974 roku, ja urodziłem się w New Jersey rok później. Dorastałem wśród Portorykańczyków, białych, czarnych, Włochów. Jeśli chodzi o moje muzyczne korzenie, dorastałem słuchając wszystkiego, od salsy, merenge, hip-hopu, house’u, muzyki klubowej, metalu. Na tym właśnie polega piękno życia w takim miejscu jak New Jersey. Są tutaj ludzie, którzy słuchają każdego rodzaju muzyki.

Na Asymmetry Festivalu wystąpisz jako IconAclass, ale byłeś już wcześniej kilka razy w Polsce z Dälek. Masz jakieś wspomnienia z tych wizyt? Czułeś się szczęśliwy z tego, jak polscy fani przyjmowali Waszą muzykę?

Oczywiście! Za każdym razem, gdy byłem w Polsce, ludzie byli absolutnie cudowni. Bardzo ciepli i otwarci na nową muzykę, nowe gatunki. Tak więc, publiczność była wspaniała. Zawsze, gdy tylko mam okazję wystąpić w Polsce, nie mogę się tego doczekać.

W 2012 roku jako IconAclass wydałeś trzy pozycje, niektóre z nich instrumentalne. Wiem, że masz w swoich archiwach dużo materiałów, które powstały na przestrzeni lat i które nie pasowały do Dälek, więc część z nich wykorzystałeś w swoim projekcie. Część, ale nie wszystkie. Czy można się spodziewać, że przed Twoim przyjazdem do Polski pojawi się coś nowego pod szyldem IconAclass?

Jestem w trakcie pracy nad nową płytą IconAclass. Miksowanie rozpocznie się w następnym tygodniu, jak tylko skończę dogrywki. Na tej płycie będę się w najbliższym czasie koncentrował. Ale nie sądzę, aby album był gotowy przed moim występem w Polsce. Miksy potrwają pewnie jakoś do początku marca. Płyty spodziewałbym się raczej w połowie roku lub pod jego koniec. Jak słusznie zauważyłeś, mam w archiwach sporo beatów i zawsze staram się, aby moja muzyka trafiła do ludzi. Nawet jeśli to będzie publikacja na Bandcampie, czy wydanie w postaci cyfrowej. Ale nie wykluczam, że zanim ukaże się płyta, tu i ówdzie może pojawić się kilka moich nowych kawałków.

W Dälek współpracowałeś z Oktopusem. IconAclass to wyłącznie Twoje dziecko. Czy z tej perspektywy patrząc, zmienił się jakoś sposób twojej pracy? Chodzi mi o to, że w Dälek były dwie opinie o piosenkach, dyskusje i – podejrzewam – czasami musiałeś iść na kompromis. Masz teraz kogoś, kto jest pierwszym recenzentem tego, co nagrasz? Czy też polegasz wyłącznie na sobie i sam podejmujesz wszystkie decyzje?

Jak zauważyłeś, to jest mój projekt i zawsze na końcu decydujące słowo należy do mnie. Oczywiście, mam muzyków, z którymi się  przyjaźnię i spotykam się z nimi, zanim wydam materiał. Muzyków, których zdanie bardzo sobie cenię. Czasem staram się znaleźć nowe pomysły u innych ludzi, dowiedzieć się, jak postrzegają moją muzykę. Bywa tak, że zmieniam to, co skomponowałem, bywa też jednak tak, że wracam do pomysłów, które miałem na samym początku. Z projektem IconAclass podstawowa sprawa jest taka, że chciałem zrobić coś innego. Nie chcę powiedzieć, że to miał być tradycyjny hip-hop, bo on był fundamentem każdego mojego projektu. Zależało mi na syntezie wszystkiego tego, co jest najlepsze w hip-hopie i wyeksponowanie tego. Zaznaczam jednak, że moja pierwsza płyta nie jest retro. To esencja tego, na czym opiera się hip-hop, wyodrębniona pod kątem przyszłości. Pytałeś mnie, czy ktoś z zewnątrz jest zaangażowany w to, co robię. Nie powiem, że zawsze jest, ale zawsze jestem otoczony fantastycznymi muzykami, cudownymi współpracownikami. Chcę mieć od nich jakieś wsparcie, poznać ich zdanie. Lecz ostatnie słowo zawsze jest moje. Fajnie jest pracować nad nowym projektem, zmienić trochę tempo. Wiesz, jako Dälek działaliśmy przez 15 lat. Ale zapewniam, że nie ma między nami żadnych animozji. Po prostu, ja i Oktopus naprawdę potrzebowaliśmy pójść w innym kierunku, spróbować czegoś nowego.

Muzyka IconAclass różni się od tego, co tworzył Dälek. Wokale są bardziej z przodu, nie ma żadnych hałasów i można lepiej wsłuchać się w Twoje teksty. Wyraźnie słychać też nawiązania do oldschoolowego soulu, funky, wczesnego hip-hopu. Czy nie próbowałeś w pewien sposób powiedzieć, czego brakuje w mainstreamowym hip-hopie?

Chyba tak. To znaczy, nie jestem pewny, czy akurat tego brakuje mainstreamowemu hip-hopowi, czy nie. Jest wielu artystów w tym nurcie, którzy obecnie tworzą naprawdę dobrą muzykę. Tak więc, niekoniecznie punktuję to, czego współczesny hip-hop nie ma. Raczej prezentuję wszystko to, co kocham w tej muzyce. Taki hip-hop słyszę teraz w mojej głowie i taki chciałbym wydawać.

Na płycie „For The Ones” jest kawałek „Roots”, który chyba doskonale podsumowuje Twoje podejście do hip-hopu.

To prawda. W Dälek teksty były czasami tylko kolejnym instrumentem, pojawiającym się wśród innych dźwięków. Wielokrotnie treść była przytłoczona przez różne hałasy. Jako IconAclass z pewnością chciałem, aby moje teksty były bardziej z przodu, by wyraźniej było je słychać.

Sam już zauważyłeś jedną zaletę muzyki IconAclass – na koncertach pojawia się więcej dziewczyn. Czy tego właśnie brakowało Ci w Dälek? Takiego klimatu zabawy, który może się zdarzyć, gdy wokół jest sporo ładnych dziewczyn?

Z pewnością. Wiesz, zawsze wolałem stanąć na scenie i zobaczyć pod nią tłum lasek niż tłum kolesi (śmiech). Co więcej, w przeciwieństwie do koncertów Dälek, teraz zaczynam rozglądać się ze sceny po widowni i widzę, że ludzie ruszają się do mojej muzyki. Naprawdę widać jak się ruszają. I to jest naprawdę miłe (śmiech).

Mainstreamowy hip-hop to dziś jeden z najpopularniejszych gatunków na świecie. Czy Twoim zdaniem undergroundowi hiphopowcy, do których się zaliczasz, w jakikolwiek sposób skorzystali na tej popularności mainstreamowej odmiany?

Na pewno. Kiedy zaczynałem tworzyć hip-hop, gatunek ten wcale nie był popularny. Ale stał się fenomenem na skalę światową. To, że mogę koncertować na całym świecie i prezentować moją muzykę, jest jakby potwierdzeniem ważności hip-hopu jako muzyki całego świata. Miałem okazję współpracować z grupami z Polski, Francji, Niemiec, Włoch. Miło jest słyszeć, że dźwięki, które powstały kiedyś w Bronksie, ewoluowały i rozprzestrzeniły się na cały świat.

Jest taki opis Ciebie – pomimo tego, że jest uznanym i szanowanym artystą, z własnego wyboru woli pozostać w undergroundzie, wierny swoim zasadom. Czy mam to interpretować w ten sposób, że miałeś okazję stać się artystą mainstreamowym, ale odrzuciłeś taką możliwość?

Nie jestem pewny, czy ten opis jest trafny, czy nie. Ja po prostu tworzę muzykę, którą czuję. Powiem ci tak, nie ma niczego złego w tym, że ktoś płaci ci za twoją muzykę (śmiech). Lecz wyczuwam, że panuje pewne niezrozumienie co do tego, zwłaszcza wśród młodych fanów, gdy mówią: „Sprzedałeś się, bo nagrywasz dla dużej wytwórni”, i tym podobne teksty. Z mojego punktu widzenia, jeśli płacą ci za to, co zawsze robiłeś, nie ma problemu. Mógłby się pojawić, gdybyś próbował zmieniać swoją muzykę tylko dlatego, aby zarobić więcej pieniędzy. Kiedy robisz coś takiego, nie jesteś artystą, stajesz się produktem. Mówiąc to uważam, że nigdy nie byłbym w stanie zmienić tego, co tworzę. Moje brzmienie to moje brzmienie. I zawsze pozostanę mu wierny. Bez względu na to, jaki gatunek muzyki tworzę. Wszystko musi pochodzić prosto z serca, z głębi duszy. Tego nie zmienię.

Zacząłeś tworzyć hip-hop, gdy miałeś mniej więcej 15 lat. To znaczy, że jesteś na scenie już ponad 20 lat. Biorąc to pod uwagę, chciałbym cię zapytać, co uważasz za swoje największe osiągnięcia artystyczne i jak hip-hop zmienił się w tym czasie?

Jeśli chodzi o zmiany w hip-hopie, obserwowałem jak z czegoś lokalnego, staje się on muzyką globalną. To z pewnością była największa zmiana w ciągu ostatnich 20 lat. Zaś co do moich osiągnięć, zawsze staram się mieć pewność, że cokolwiek wydam, będę z tego dumny. Nawet jeśli tworzę remiks albo nagrywam gościnnie wokale na czyjąś płytę, upewniam się, że będę z tego dumny. Naprawdę jestem szczęściarzem. Miałem okazję współpracować z niesamowitymi muzykami, jak Faust, byłem w Ipecac Recordings z Dälek, grałem na całym świecie, koncertowałem w USA z Tool, poznałem ludzi jak Prince Paul, grałem z nim koncerty, poznałem Kool Herca. Poznałem wielu spośród moich idoli. Te wspomnienia i doświadczenia są warte więcej niż możliwość zarobienia kasy. Mam 37 lat, a czuję jakbym żył już tysiąc razy (śmiech). Tak dużo się zdarzyło. Dobrego i złego. Jednakże niczego bym nie zmienił. Wielu marzy o tym, aby robić to, co ja, a ja to robię. Po dziś dzień czuję się jak wtedy, gdy miałem 15 lat. Dzięki temu moja muzyka jest świeża. Mówię naprawdę szczerze, ja kocham to, co robię. Kocham nagrywać płyty, być w studiu, pracować z innymi muzykami, być na scenie i występować dla ludzi. Jestem naprawdę szczęśliwy, że to robię. Rozmawiamy z powodu Asymmetry Festivalu. Grałem na nim z Dälek, gdy impreza była jeszcze na samym początku. Wspaniale się czuję wiedząc, że festiwal jest w miejscu, w którym jest. Będę mógł zobaczyć jak dorasta (śmiech). Bycie jego częścią to dla mnie zaszczyt.

Wiem, że z Oktopusem pracowaliście kilka lat temu nad muzyką filmową. Wiem też, że jednym z twoich ulubionych reżyserów jest David Lynch. Nie myślałeś o tym, aby skontaktować się z nim i zaoferować swoje usługi? Sądzę, że twój hip-hop bardzo dobrze pasowałby do jego filmów, a poza tym Lynch jest bardzo otwarty, jeśli chodzi o muzykę. Nawet namówił kiedyś Angelo Badalamentiego do zarapowania na jednej ze ścieżek dźwiękowych. Do „Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną”, o ile się nie mylę.

Słuchaj, jeśli tylko masz jakiś kontakt do niego, z mojej strony nie ma problemu (śmiech). Tak szczerze, to byłbym przeszczęśliwy, mogąc pracować z nim. Jeszcze nie udało mi się nagrać dokładnie tego, co mogłoby mu się spodobać, ale za to mam kumpla, który pracuje z ludźmi, których zna David Lynch. Mam nadzieję, że uda mi się wymyślić kawałek, którym byłby zainteresowany. Jeśli tylko mam okazję powiedzieć o tym w wywiadzie, mówię to. Wierzę, że kiedyś uda mi się spełnić to marzenie. Być może powinienem działać bardziej bezpośrednio. To zabawne, że wspomniałeś „Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną”, bo wczoraj dostałem kopię tego filmu na DVD od kumpla. Akurat rozmawialiśmy o projektach, nad którymi w przyszłości będziemy mogli popracować. Z pewnością chciałbym robić więcej dla filmów, pisać do nich więcej muzyki. Jak zauważyłeś, to mroczniejsze brzmienie nieźle by do nich pasowało. Tak na marginesie, jeden numer IconAclass został wykorzystany w filmie „Excision”, który właśnie się pojawił. Grają w nim Traci Lords, John Waters. Facet, który komponował soundtrack polubił mój numer i chciał wykorzystać go w filmie. Muzyka filmowa jest na moim horyzoncie. Chcę jej komponować więcej. Napisałem już soundtrack do „Lilith” i paru niezależnych produkcji. Ale praca z Lynchem to byłoby spełnienie największego marzenia.

Oprócz tego, że jesteś płodnym kompozytorem i świetnym rozmówcą, jesteś także bardzo świadomym obywatelem USA. Obserwujesz, co się wokół dzieje i wyciągasz własne wnioski. Podejrzewam, że ucieszyłeś się z wyboru Baracka Obamy na drugą kadencję. Zawsze jednak podkreślałeś, że nie jesteś naiwny i nie wierzysz w to, że jedna osoba może zmienić system. Czy zauważyłeś jakieś zmiany na lepsze w Ameryce na przestrzeni ostatnich pięciu, sześciu lat?

Wiesz, jeśli miałbym zestawić to z tym, co działo się za Busha, to z całą pewnością (śmiech). Wybór jaki mamy w Ameryce między Demokratami a Republikanami, jest naprawdę niewielki. Bez względu na to, za kim się opowiesz, w systemie niewiele się zmienia. Doskonałym przykładem na to są liczne wojny, w jakie na całym świecie zaangażował się George W. Bush. Obama pod tym względem za bardzo się nie różni. Wspomniałeś, że nie jestem naiwny. Nie wierzę, że cokolwiek może się zmienić w amerykańskim modelu przemysłu zbrojeniowego tylko dlatego, że prezydentem jest Obama. Jednakże, jeśli miałbym wybierać, czy urząd ma piastować Obama, George W. Bush albo Mitt Romney, oczywiście opowiadam się za tym pierwszym. Lepiej idzie mu radzenie sobie z niektórymi sprawami socjalnymi niż wymienionym dwóm. Obama lepiej też dogaduje się z ludźmi i zależy mu na nich. Kiedy patrzę na Busha lub Mitta Romneya czuję, że oni są kompletnie oderwani od przeciętnego Amerykanina i nie umieją się z nim porozumieć. Choć oczywiście samo to, że Obama troszczy się o ludzi nie znaczy, że coś zmieni się na lepsze. Ale drobne rzeczy się zmieniają, a akurat one są ważne dla codziennego życia. W moim odczuciu, to wszystko, co obecnie można zrobić.

W USA panuje ogromny kult celebrytów. Chyba nawet wspominasz o tym w kawałku „Union” z EP-ki „I Got It”. Można odnieść wrażenie, że dziś niekoniecznie trzeba cokolwiek umieć, wystarczy tylko być czyimś dzieckiem albo dobrze wyglądać. Masz podobne odczucia?

Całkowicie! Z upływem lat coraz bardziej zauważam to zjawisko. Stopniowo się nasila. Talent nie ma już znaczenia. Ludzie są celebrytami dla samego faktu bycia nimi. Są tacy jak Kim Kardashian, która jest znana, dlatego że jest znana. Mam większy szacunek dla gwiazd porno, bo przynajmniej one ciężko pracują i są prawdziwe w tym, co robią. A Kim Kardashian umieściła tylko swoją seks-taśmę i do dziś żyje z zamieszania wokół tego. Cały ten kult celebrytów to dla mnie głupota. Smutne jest, kiedy spotykasz ludzi na ulicy i oni doskonale wiedzą, kto z celebrytów jest obecnie na topie, ale jeśli zapytasz ich, na przykład o to, co dzieje się w polityce, nie mają pojęcia. Priorytety są źle ustawione. Ludzie powinni bardziej interesować się wartościowymi historiami. Mam wrażenie, że to zainteresowanie celebrytami służy tylko temu, aby odciągnąć ludzi od tego, co naprawdę dzieje się na świecie.

Wiem, że jesteś wielkim fanem Black Sabbath i Slayera. Jest wielce prawdopodobne, że oba zespoły wydadzą płyty w tym roku. Black Sabbath nawet potwierdzili, że ich album będzie nosić tytuł „13″, a na bębnach zagra Brad Wilk z Rage Against The Machine. Jakie masz oczekiwania względem płyt swoich idoli i co sądzisz o tym, że Billa Warda nie będzie na krążku Sabbathów?

No tak… Chciałem powiedzieć, że nie ma Slayera bez Dave’a Lombardo i nie ma Black Sabbath bez Billa Warda (śmiech). Tak naprawdę nie mam żadnych oczekiwań. Czy to mogą być dobre płyty? Być może. Czy Rick Rubin produkuje nowych Sabbathów?

Tak.

Bardzo szanuję Ricka Rubina, z pewnością wiele osiągnął. Wykonał wielokrotnie fantastyczną pracę. Kocham płyty, które zrobił z Johnnym Cashem. I oczywiście stare hiphopowe krążki Beastie Boys, LL Cool J-a, Public Enemy. Być może i tym razem zrobi coś magicznego, ale Sabbath bez Billa Warda, to nie jest w porządku. Wiesz, w przypadku takich zespołów, które się kocha, zawsze masz nadzieję, że dostaniesz od nich coś najlepszego, wierzysz w to, że ich płyty będą wspaniałe. W wielu przypadkach niestety tak się jednak nie dzieje (śmiech). Przynajmniej będzie okazja, żeby zobaczyć ich na żywo i sprawdzić w jakiej są formie.

Fani Dälek z całego świata zadają sobie pytanie, czy MC Dälek i Oktopus jeszcze kiedyś nagrają płytę. Myślisz, że możecie jeszcze coś nagrać?

Wiesz, ja nigdy nie zamknąłem tych drzwi, Wciąż są otwarte. Ale nie wiem, czy obaj jesteśmy w tej chwili we właściwym momencie, by się za coś takiego zabrać. Jak już mówiłem, po 15 latach pracy przy jednym projekcie masz dwie możliwości. Są zespoły jak Black Sabbath, które całą karierę robią to samo. I nie ma w tym niczego złego. Ale ja i Oktopus? Obaj chcemy spróbować muzycznie tak wielu rzeczy. Szliśmy w zupełnie innych kierunkach. Zamiast zmuszać się do nagrania kolejnej płyty, woleliśmy zostawić to i popracować osobno. Nie wiem…

Chcesz powiedzieć, jeśli to ma się stać, to się stanie?

Dokładnie! Jak podkreślałem, nie ma między nami żadnych animozji. Po prostu, pracujemy nad różnymi projektami. Kiedyś być może poczujemy, że znów powinniśmy popracować razem i wtedy na pewno coś razem nagramy. Poczekajmy i zobaczymy, co się stanie.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na Asymmetry Festivalu.

Rozmawiał Lesław Dutkowski.