„Krzyczcie ze mną!” – rozmowa z Andym Bothwellem znanym jako Astronautalis.

W lutym 2012 roku był gwiazdą Asymmetry Festival Before Party i zachwycił publiczność swoim występem. W maju 2013 Andy Bothwell, czyli Astronautalis, wraca do Polski, ale tym razem wystąpi już na właściwej imprezie we wrocławskiej Hali Stulecia.

Muzyka Andy’ego często klasyfikowana jest jako alternatywny hip-hop, ale to określenie jest zbyt ograniczone. Kiedy posłucha się „This Is Our Science”, jak do tej pory ostatniej studyjnej płyty Astronautalisa, bez trudu usłyszy się, że w jego muzyce są elementy wielu stylów – indie rocka, instrumentalne elektroniczne fragmenty, synthpop, muzyka klasyczna.

Andy uwielbia podróżować, ciężko pracuje, by zdobyć uznanie, na które z pewnością zasługuje, koncertuje przez większą część roku. Gdy podróżuje, lubi robić zdjęcia. Oczywiście, na pierwszym miejscu zawsze jest u Amerykanina muzyka.

Czy Andy pracuje nad nowymi piosenkami? Czego się nauczył podczas podróży, w które się wybrał w minionych dwóch latach? Czy udało mu się zobaczyć koncert Prince’a w Minneapolis? Odpowiedzi na te i parę innych pytań znajdziecie w zapisie niedawnej konwersacji z tym przesympatycznym artystą. Zapraszamy do lektury!

W 2012 roku po raz pierwszy odwiedziłeś Polskę i byłeś gwiazdą Asymmetry Festival Before Party. Na piątej edycji wystąpisz już na właściwej imprezie w dużej Hali Stulecia. Dlaczego zdecydowałeś się wrócić do Polski? Odniosłem wrażenie, że nie byłeś zbyt zachwycony koncertem z 2012 roku. Mylę się?

Mylisz się. Naprawdę byłem bardzo zadowolony z koncertu w Polsce w 2012 roku. Był wspaniały. Świetnie się bawiłem. Już od jakiegoś czasu marzyłem, aby znowu do was przyjechać. Poprzednim razem nie zabawiłem w Polsce zbyt długo. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej i zostanę troszeczkę dłużej.

Pamiętam, że byłeś bardzo podekscytowany przyjazdem do Polski. Przy okazji ujawniłeś w rozmowie ze mną, że rodzina ze strony Twojej mamy pochodzi z Polski. Jak mówiłeś, byłeś tu krótko, około 24 godzin. Co zapamiętałeś z tej wizyty, jakie wspomnienia zabrałeś ze sobą? A może coś zainspirowało Cię do napisania piosenki albo do zrobienia researchu na temat historii Polski?

Niestety, nie miałem za wiele czasu na zwiedzanie. Zrobiłem małe rozpoznanie przed przyjazdem do Polski. To było jedno z miejsc, w których marzyłem, aby wystąpić. Pamiętam, że dojechaliśmy do Wrocławia i osoba z Asymmetry Festival pomogła nam w zaparkowaniu samochodu. To znaczy, dała nam wskazówki, gdzie mamy jechać. Wjechaliśmy w ulicę jednokierunkową, a ja zacząłem krzyczeć na mojego menedżera, który był jednocześnie moim kierowcą: „Dlaczego to zrobiłeś? Jedź szybciej, szybciej! Jesteśmy na jednokierunkowej!” (śmiech). Przejechaliśmy w ten sposób jakieś pięć przecznic. Na szczęście nie było dużego ruchu. Nie mogłem sobie wyobrazić lepszego przywitania z Polską.

Kilka tygodni temu rozmawiałem z Robertem Chmielewskim, dyrektorem Asymmetry Festival. Kiedy zapytałem go, na występy których artystów czeka najbardziej, odpowiedział między innymi, cytuję: „na Amerykańskiego przystojniaka Astronautalisa”. Czego on i inni Twoi fani w Polsce mogą spodziewać się po Twoim koncercie? Zagrasz z pełnym zespołem, czy na scenie będziesz tylko Ty i dzidżej?

Tym razem pojawię się z pełnym zespołem. Tak więc będzie o wiele głośniej i o wiele zabawniej. Każdy powinien być przygotowany na to, że ogłuchnie i mocno się spoci.

W lutym 2012 wciąż promowałeś album „This Is Our Science”, który ukazał się w 2011 roku. Czy teraz pracujesz nad jakimś materiałem? Znalazłem informację, że Twoja nowa płyta ma mieć tytuł „The Four Fists” i pracujesz nad nią P.O.S.-em. Nie jestem pewny, czy to info jest prawdziwe. Możesz się do niego odnieść?

The Four Fists to nazwa projektu, który założyłem razem z P.O.S.-em. Ale pracuję również nad moim solowym albumem. Prawdopodobnie w Polsce zagram z niego przynajmniej jedną piosenkę. Jest też kilka innych projektów, nad którymi będę pracował.

„This Is Our Science” to niesamowita płyta, i trudna do sklasyfikowania. Zmieszałeś na niej hip-hop z indie rockiem, elektronicznymi pejzażami, synthpopem, elementami muzyki klasycznej. Czy kolejna płyta będzie naturalną kontynuacją poprzedniej, czy tym razem zrobisz coś zupełnie innego?

Na każdym kolejnym albumie staram się robić coś innego. Dodać nowe brzmienia, spojrzeć z innego punktu widzenia. Ale nieważne, co bym, robił, to zawsze będzie moja muzyka, która zawsze będzie miała charakterystyczny dla mnie feeling.

Pod względem tekstów „This Is Our Science” opowiadał o twoim życiu i karierze profesjonalnego rapera. Czy Twój nowy solowy krążek ma jakiś motyw przewodni, który niekoniecznie wiąże się z Twoim życiem, czy może poruszasz różne tematy?

Nowa płyta nie będzie o mnie. Będzie o ludziach z całego świata. O tym, jak radzą sobie z problemami, jak próbują zmienić swoje życie na lepsze.

Wiem, że lubisz być w ruchu, podróżować po świecie. Jak powiedziałeś mi rok temu, podróże inspirują Cię bardziej niż cokolwiek innego. W ostatnim roku koncertowałeś bardzo dużo. Możesz mi powiedzieć, jak to wpłynęło na Twoje piosenki, Twoje teksty?

Jedną z najważniejszych rzeczy w moich podróżach, zwłaszcza tych ubiegłorocznych, były odwiedziny małych miejsc. Nie mówię w tym momencie o Ameryce. To bardzo wygodne miejsce do życia i łatwo się w nim żyje. Mam na myśli miejsca w innych częściach świata, wioski i małe miasta. W Europie Środkowej i Wschodniej występowałem w wielu takich miejscach. Najbardziej interesujące było dla mnie to, że przyjeżdżałem do małej wioski, spotykałem ludzi, którzy nie mieli za wiele pieniędzy, nie mieli zbyt wielkich możliwości, jakie mamy w Ameryce, a udawało im się zrobić różne rzeczy. Potrafili zorganizować znakomity koncert, tworzyli sztukę, sprawiali, że miejsce, w którym żyli, było pięknie i niesamowite. Czułem się wtedy trochę zażenowany jako Amerykanin, bo biorąc pod uwagę wszystko to, co jest nam dane, marnujemy tak wiele. Spotkałem wiele osób, mających znacznie mniej możliwości niż Amerykanie, a pomimo tego byli w stanie zdziałać znacznie więcej. To była najważniejsza obserwacja, jaką poczyniłem przez dwa lata koncertowania.

Koncertujesz bardzo dużo, ciężko pracujesz. Jakieś pół roku spędzasz w trasie, z dala od domu. Co wtedy robisz, aby nie zwariować? Jak zabijasz nudę, rutynę?

Czytam dużo książek, sporo gram w gry na moim telefonie, słucham dużo muzyki i różnych podcastów. Oraz robię masę zdjęć. To chyba moje ulubione zajęcie obok grania koncertów. Sporo występuję, więc czasami muszę robić setkę różnych rzeczy, aby podtrzymać poziom mojego zainteresowania. Na trasach generalnie jest wiele zabawy, ale czasami wkrada się nuda. Tak więc trzeba znaleźć sobie dużo małych hobby, aby wciąż być nakręconym.

Widziałem Twój pierwszy koncert w Polsce. Byłem pod wrażeniem tego, gdy poprosiłeś ludzi z publiczności, aby podrzucili Ci jakieś słowo lub temat, a krótko potem zarapowałeś wykorzystując wszystko, co usłyszałeś. Ten sposób wciągnięcia widowni w koncert sprawdził się doskonale. Czy w takim razie powtórzysz to w maju 2013, czy wymyślisz inną niespodziankę?

Prawdopodobnie zrobię coś bardzo podobnego. Kiedy jestem na scenie z całym zespołem, zabawa jest jeszcze lepsza.

Parę miesięcy temu Justin Vernon z Bon Iver ujawnił, że pracuje nad projektem z Tobą i kilkoma innymi muzykami. Czy już coś nagraliście? W jakim stylu będzie muzyka i kiedy można się spodziewać jej premiery?

Wciąż nad tym pracujemy. Jest jeszcze trochę do zrobienia. Prawdopodobnie owoce naszej pracy poznacie jeszcze w tym roku. Nie powiem ci, jaka to będzie muzyka. Wolę zachować to w tajemnicy. Ujawnię tylko tyle, że na pewno nie będzie brzmieć tak, jak myślisz, że będzie.

Andy, czy wciąż mieszkasz w Minneapolis?

Tak, właśnie tu jestem.

Czy mieszkanie w Minneapolis inspiruje Cię w jakiś sposób? Pytam, ponieważ w przeszłości pomieszkiwałeś w różnych miejscach Ameryki, między innymi w Seattle, a urodziłeś się na Florydzie.

Minneapolis to całkiem ładne miasto. Wspaniałe miejsce do życia. Mieszkam tu od mniej więcej dwóch lat. Moim zdaniem, Minneapolis jest szczególnym miejscem ze względu na to, że jego mieszkańcy bardzo ekscytują się sztuką, muzyką. Bardzo wspierają lokalnych twórców. Wiele czasu spędzam chodząc na koncerty. Tutaj naprawdę docenia się sztukę. Są wspaniałe rozgłośnie radiowe, gazety codzienne, magazyny. Jest rzadkością nie tylko w Ameryce, lecz również na całym świecie, że tak duże miasto, tak poświęca się wsparciu dla lokalnych artystów. To coś wspaniałego. Bardzo inspirujące jest widzieć ludzi, którym naprawdę zależy na sztuce, muzyce.

Czy Prince wciąż mieszka w Minneapolis?

Tak, mieszka.

Zdarza mu się występować w tym mieście? Miałeś może okazję zobaczyć jakiś jego koncert?

Bardzo rzadko tutaj koncertuje. Tak naprawdę, wystąpił dwa tygodnie temu, ale zostało to ogłoszone dopiero trzy dni przed samym koncertem. A bilety sprzedały się w ciągu godziny. Tak więc, nie było mi dane go zobaczyć. Grał w małym klubie, co było niesamowite. Zwykle przecież gra na stadionach. A teraz wystąpił w jazzowym klubie dla 200 osób. Moi znajomi, którzy mieli szczęście tam być mówili, że koncert był niesamowity.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Na koniec zaproś proszę fanów na swój występ na Asymmetry Festival.

Witajcie wszyscy, którzy to czytacie! Przyjdźcie zobaczyć mnie z zespołem na Asymmetry Festival. Krzyczcie ze mną i moimi przyjaciółmi. Będziemy się świetnie bawić. Nie mogę się już doczekać ponownego przyjazdu do Polski.

Rozmawiał: Lesław Dutkowski