„Pierwszy milion zainwestowałbym w mój zespół” – rozmowa z dyrektorem festiwalu Robertem Chmielewskim

Zmiana często bywa jednym ze składników postępu i sukcesu. Asymmetry Festival to stały punkt na koncertowej mapie Polski na początku maja każdego roku. Impreza z roku na rok się zmienia, a widocznym znakiem jej sukcesu jest rosnąca liczba wykonawców i fanów.

W 2013 roku odbędzie się piąta edycja Asymmetry Festivalu. Czyli świętujecie mały jubileusz. Co z dotychczasowych edycji najmocniej utkwiło Ci w pamięci i czego życzyłbyś sobie najbardziej podczas kolejnych festiwali?

W Asymmetry cenię sobie dobry kontakt z widzami. Przez lata giełda pomysłów, sugestii, często ostro formułowanych, współtworzyła program festiwalu. Okazało się, że widzowie szybko odgadli nasze intencje. Asymmetry jako festiwal wielu gatunków muzycznych, odważnych wykonawców i widzów, którzy wiedzą czego chcą, sprawdza się. W praktyce to wygląda tak, że jeśli w danym roku z jakichś powodów nie mogliśmy zaprosić jakiegoś wykonawcy, o którego zabiegali fani, to w kolejnej edycji starliśmy się sprostać „zamówieniu”. No, ale to tylko część Asymmetry. Inną ważną sprawą są wydarzenia towarzyszące festiwalowi. Zeszłoroczna wizyta studyjna, dyrektorów wschodnio- i zachodnioeuropejskich festiwali, podziałała tak stymulująco, że w nadchodzącej edycji rozwinęliśmy je i pojawią się w formie osobnego wydarzenia. Nazwaliśmy je „Konwent  Asymmetry” , który łącząc elementy meetingu, konferencji i targów, ma realizować, bardzo mi bliskie, paneuropejskie, kulturotwórcze cele. I tu także współtwórcami wydarzenia są jego uczestnicy. Następne odsłony festiwalu i Konwentu, przez kolejne lata, mają jeszcze wyraźniej akcentować spotkanie Wschodu i Zachodu Europy jako czynnika rozwoju naszego festiwalu oraz odwoływać się do lokalnych doświadczeń z kręgu tzw. kultury miejskiej, czy śledzić uważnie nowe media w kulturze. Kolejny rodzaj praktyki Asymmetry, który będziemy rozwijać w kolejnych latach, to aspekt artystyczny. Chcemy w dalszym ciągu zaskakiwać programem, nie zamykać się na nowe gatunki muzyczne, bo jak widać flirt z hip-hopem , czy elektroniką bardzo popłaca naszej koncepcji. Czas na kolejny krok repertuarowy. I tu także odwołujemy się do gustu i znajomości rzeczy naszych widzów. Kolejne lata to będzie poszerzanie repertuaru, nowe formy festiwalowej działalności i nowe ścieżki rozwoju Asymmetry. Nie będziemy się zamykać w gitarowym getcie, to pewne. Nasza nazwa zobowiązuje do przekory i od dawna towarzyszy nam także potrzeba zabawy formą festiwalu, jako takiego. Nasi widzowie świetnie to czytają.

„Formuła Asymmetry ewoluuje i będzie się zmieniać” – mówił mi przed rokiem Tomek Jurek, producent wykonawczy Asymmetry. Edycja poprzednia to nie tylko inne miejsce niż O.D.A. „Firlej”, lecz również podział na kilka scen, sporo alternatywnej elektroniki, hip-hopu. Jakie założenia przyświecały Ci przy organizacji piątej edycji? Na razie, sądząc po programie, hip-hopu będzie mniej, ale za to w wydaniu chociażby znakomitego członka Dälek. Podobne proporcje odnoszą się do elektroniki. Uznałeś, że lepiej mieć mniej artystów, lecz lepszej jakości?

Po sali koncertowej „Firleja”, gdzie Asymmetry dorastało przez trzy lata, weszliśmy w industrialną przestrzeń wiekowego Browaru Mieszczańskiego zagospodarowując wszystkie sale, aby maksymalnie wypełnić je naszą muzyką. Wreszcie mogliśmy sobie pozwolić na więcej niż jedną scenę, zatem i wykonawców była długa lista i poszczególne gatunki były często godnie reprezentowane. Piąta edycja to kolejne przenosiny. Tym razem wkraczamy do Hali Stulecia – architektonicznej wizytówki Wrocławia, światowego zabytku zapisanego w katalogu dziedzictwa światowego UNESCO. To przepiękny budynek. Czuje się tu artystyczny geniusz twórców i wizjonerską koncepcję, która przetrwała lata, a teraz być może, dzięki skrupulatnemu remontowi bardzo zyskała. Tam umieścimy scenę główną festiwalu. Ponownie chcemy jak najlepiej wykorzystać atuty powierzonej nam przestrzeni. Dlatego sięgnęliśmy po dorobek artystów, którzy współbrzmią, moim zdaniem, z wyjątkowością obiektu. Każdy zespół rozpatrywany był w kontekście, jak będzie się prezentował na scenie w Hali. Asymmerty przyzwyczaiło widzów do pietyzmu wykonawców skupionych wokół kilku prostych paradygmatów takich jak: nowatorstwo formy, mieszanie styli i gatunków muzycznych, bezkompromisowość i prawda w wypowiedzi artystycznej. Tym razem zaprosiliśmy zespoły, o których lakonicznie mówi się: „maszyny koncertowe”, a więc wykonawców, obdarzonych charyzmą, umiejących nawiązać świetny kontakt z publicznością, niejednokrotnie nie stroniących od mocno indywidualnej formy prezentacji. I co ważne, na płycie Hali zmieszczą się wszyscy widzowie, którzy zechcą uczestniczyć w koncertach. Wiec nasz wieloletni dotychczasowy problem z nadkompletem widzów zniknie. Pracujemy nad stroną dźwiękową i oprawą wizualną festiwalu. Co do liczby wykonawców to będzie ona w dalszym ciągu porównywalna. Lineup ciągle nie jest zamknięty. A czy wykonawcy są lepszej jakości? I tu znowu odwołam się do widzów.

Przed rokiem mówiłeś mi, że Asymmetry chce pozostać małym festiwalem. Ale edycja 2013 odbędzie się we wspomnianej, dużej Hali Stulecia. Skąd decyzja o przeniesieniu imprezy do największego obiektu we Wrocławiu?

Po wyjściu z „Firleja” i zeszłorocznych doświadczeniach w Browarze, postanowiliśmy szukać nowego miejsca na nasze koncerty i wydarzenia towarzyszące. A z tym we Wrocławiu jest od dawna potężny kłopot. Browar Mieszczański rok temu był alternatywą dla klubu „Firlej” i sama decyzja o wyjściu z naszej macierzystej sali była ze wszech miar słuszna. Jednakże Browar okazał się za mały dla nas. I to pod każdym względem. Hala Stulecia to obiekt, świetnie przystosowany, dający wielkie możliwości organizatorom i komfort uczestnikom. Już samo położenie Hali jest dla Asymmetry atutem: ze świetnym dojazdem, blisko terenów rekreacyjnych nad Odrą, Pergolą, Fontaną Multimedialną, w otoczeniu malowniczego Parku Szczytnickiego. To wszystko jest godne pokazania widzom z całej Europy. Czy mały kameralny festiwal może odbyć się bez uszczerbku na reputacji w dużym obiekcie? Moim zdaniem Hala Stulecia to wielki obiekt o kameralnej atmosferze. I jakkolwiek zabrzmi to jak wypowiedź szaleńca, to będę starał się dowieść, że tak jest. Nie zamierzamy wypełnić Hali co do jednego miejsca. Chcemy za to wypełnić ją po brzegi dobrą treścią: muzyką i atmosferą spotkania. To tyle.

Wszystkie koncerty odbędą się w Hali, czy też planujecie zorganizowanie części z nich na przykład na scenie umieszczonej na terenach wokół obiektu? Planujecie wykorzystać do czegoś wnętrza bliskiego Ci klubu „Firlej”, czy tym razem nie?

Widownię zaprosimy na płytę główną Hali, a trybuny zamierzamy wyłączyć z użytkowania. Da nam to maksymalny komfort odbioru widowiska.  Planujemy zagospodarowanie części terenów wokół Hali. Pracujemy nad tym. Ale z całą pewnością nie wchodzi w grę rozmieszczanie tam sceny plenerowej. Drugą scenę festiwalu zorganizuje Konwent Asymmetry, tworzący platformę spotkań, dyskusji i prezentacji dla przedstawicieli kultury z Polski, Europy Wschodniej i Zachodniej. To tam do wspólnego tworzenia cyklu warsztatów, dyskusji i spotkań zaprosiliśmy dziennikarzy, organizatorów życia kulturalnego, dyrektorów festiwali, promotorów polskiej kultury za granicą, animatorów i menedżerów kultury. Na scenie Konwentu odbędą się koncerty zaprogramowane przez naszych gości oraz polskie zespoły wskazane przez Instytut Adama Mickiewicza – zatem zagra reprezentacja. Sale „Firleja” włączą się do festiwalu prezentując niezwykle ciekawą wystawę fotografii Macieja Dakowicza. Mamy w planie wystawę fotografii wielkoformatowej. Do współpracy zaprosiliśmy wrocławiankę D-Mo Zając, na co dzień pracującą w Sydney, Nowym Yorku i Londynie. No i gratka dla fanów Ufomammut: pokażemy zbiór projektów graficznych grupy Malleus, jak wiadomo personalnie to niemal identyczny byt, z powodzeniem realizujący okładki płyt i plakaty np. festiwalu Asymmetry.

Astronautalis w 2012 roku pierwszy raz zawitał do Wrocławia, w tym roku wraca do Was. Ponownie pojawią się też choćby Amenra, Eraldo Bernocchi, znów przyjedzie MC Dälek jako IconAclass, Ufomammut, czyli wspomniani przez Ciebie autorzy genialnych plakatów Asymmetry. Widać, że jest coś magicznego w tej imprezie, co sprawia, iż artyści chcą na nią wracać. Jakbyś to coś specjalnego opisał? Co się na ową wyjątkowość składa?

Asymmetry tworzy nić powiązań, wzajemnych  relacji i przyjaźni. To się czuje. Killing Joke po swoim koncercie w zeszłym roku wyjeżdżali bardzo zadowoleni z kontaktu z naszą publicznością i z naszego sposobu pracy (bardzo skuteczne okazało się domowe ciasto w garderobie), czemu dawali dowody. Niektórym wykonawcom nie chce się wierzyć w to, że mieliby nie przyjechać do nas z nowym repertuarem albo ze swoim najnowszym projektem. I tak jest np. z Dälekiem i Bernocchim. Myślę że chodzi tu o coś więcej niż program artystyczny, którego aż się chce być częścią. Z pewnością zapał całej ekipy realizującej festiwal udziela się wykonawcom. Nasza ekipa organizacyjna, techniczna, bookingowa, promocja i wolontariusze to ludzie z pasją. Asymmetry to ich dzieło. To praca każdego z każdym. Ich wysiłek, pomysłowość i zaradność oraz swoista atmosfera, przenosi się, jak ja to nazywam, przez rampę. Wiedzą to doskonale także widzowie, którzy przyjeżdżają do Wrocławia z całej Europy. Jest ich z roku na rok coraz więcej. Ale nie popadajmy w euforię. To się dzieje bardzo naturalnie. Rzekłbym selektywnie. Nasza publiczność to koneserzy. I ten fakt także działa stymulująco zarówno na widzów, jak i artystów. Podobne przyciąga podobne.

Hala Stulecia to kawał historii Wrocławia, zabytek. Dużo ścieżek musiałeś wydeptać, by przekonać odpowiednie osoby do zorganizowania w niej Asymmetry 2013?

Było inaczej. Gdyby pracownicy Hali nie zaczarowali nas zaproszeniem do siebie, pewnie tułalibyśmy się po fabrycznych halach zastanawiając się czy stare instalacje elektryczne wytrzymają kiedy podłączymy do nich nasz sprzęt albo czy widzowie trafią na miejsce zbiórki. A tu Hala przyszła sama. I to pachnąca świetną architekturą i nowoczesnością mimo swoich ponad stu lat. To hasło Asymmetry podziałało na Halę, więc zaprosiliśmy ją do współpracy w charakterze headlinera. Tworzymy teraz duet: magia miejsca z magią nazwy. Zobaczymy w maju, co z tego powstanie. Zapowiada się znakomita współpraca.

W tym miejscu przemawiał kiedyś Adolf Hitler. Nie obawiasz się, że taki nieprzewidywalny performer, jakim bez wątpienia jest Attila Csihar z Mayhem, może wcielić się w wodza Trzeciej Rzeszy i ściągnąć na Was kłopoty? Rozgłos na pewno byłby potężny, lecz podejrzewam, że nie takiego szukasz…

To zbyt odległe skojarzenie. Hala ma swoją historię i Asymmetry ma swoją. Dzisiaj razem tworzymy kulturalny obraz miasta i kraju. Asymmetry wybiega w przyszłość. Stara się budować pozytywny obraz świata. Poprzez nasz program artystyczny, lineup, organizację Konwentu jako platformy spotkania, budujemy przyszłość bliskiej nam, części rzeczywistości – kultury i muzyki. Nasi wykonawcy nie śpiewają o bławatkach i są mocno osadzeni we współczesnym świecie, ale nie spodziewam się wystąpień innych niż artystyczne. Nie zabiegamy o tani poklask. Rozgłos nie jest naszą domeną. Raczej idea zapraszania, łączenia, spotykania się i kooperacji. A temu towarzyszy muzyka. Mayhem i jego wokalista to zasłużeni dla sceny ciężkich brzmień artyści. I dlatego będą naszymi gośćmi. Ich koncerty wzbudzają emocje, bo są widowiskowe. I tylko tyle.

Na poprzedniej edycji Asymmetry odbyło się wspomniane już przez Ciebie spotkanie dyrektorów niezależnych festiwali w Europie. Był między innymi szef słynnego holenderskiego Roadburn Festival, potężnej imprezy, na której co roku zjawiają się znakomici artyści z całego świata. Co dało Ci to spotkanie? Jakie wnioski wyciągnąłeś dla siebie? Chciałbyś może jakieś pomysły, rozwiązania, wykorzystać przy Asymmetry?

Asymmetry szuka swojego miejsca wśród europejskich festiwali. Dziś wydaje się nam, że sama muzyka to zbyt mało, żeby w pełni realizować nasze koncepcje.  Nie chcemy być „Małym Roadburn”, jak często nas nazywano. Kochamy publiczność, muzykę i jej wykonawców, ale jest tylu innych współorganizatorów naszego święta: dziennikarze, organizatorzy koncertów, agencje bookingowe, instytucje i firmy. Chcemy i dla nich znaleźć coś interesującego. My rozpalamy ogień i przy nim gromadzimy wszystkich chętnych. Bardzo ważni dla nas są uczestnicy Asymmetry z Europy Wschodniej, niedocenianej z niewiadomych dla mnie powodów na Zachodzie i, co kuriozalne, także w Polsce. Spotkanie z Walterem z festiwalu Roadburn uświadomiło mi, że jego w 7 minut wyprzedawany festiwal i wspaniały, godny pozazdroszczenia lineup, to nie moja bajka. Przede mną i moim zespołem są inne zadania niż ściganie się z festiwalami na uznanych wykonawców, liczbę widzów i rangę patronatów medialnych. My chcemy być kameralnym, mądrym wydarzeniem, gromadzącym mądrych ludzi na scenie, przed sceną i obok niej. Chodzi nam o coś więcej niż czystą rozrywkę. Zapraszamy ludzi zewsząd. Każdego. Chcemy być jak Wrocław – miejscem spotkań.

Wiem, że być może pojawi się jeszcze jakaś duża nazwa w programie Asymmetry 2013, ale na występ którego z artystów, z już ogłoszonych, będziesz czekał z największą niecierpliwością?

No tak. Może się pojawić taka nazwa. W maju będę czekał szczególnie niecierpliwie na występ performerów z Von Magnet, amerykańskiego przystojniaka Astronautalisa oraz faceta, którego występ na zawsze odmienił publiczność Asymmerty pokazując kompletnie inną niż dotąd twarz hip-hopu: Däleka w projekcie IconAclass. Jestem bardzo ciekaw występu sporej reprezentacji Estonii i polskiego showcase na scenie Konwentu. No i nowe rozdanie szykuje ciężka artyleria: Cult Of  Luna. To coś dla mnie.

Może pomarzmy sobie trochę. Robert Chmielewski dostaje niespodziewanie od jakiegoś milionera zakochanego w alternatywnej muzyce milion euro na wykorzystanie przy edycji 2013. Na co przeznaczyłbyś pieniądze? Bieżące działania, czy patrzyłbyś perspektywicznie w kierunku 2016 roku, w którym Wrocław będzie Europejską Stolicą Kultury?

Pierwszy milion zainwestowałbym w mój zespół. To ludzie z polotem i determinacją. Gdyby mogli realizować swoje wizje bez finansowych ograniczeń sukcesy przyszłyby same. Dualność tegorocznej edycji: Festiwal i Konwent spięte klamrą Asymmerty, w kolejnych latach będą się rozwijać z ich udziałem. Z pewnością nie wydaliby tej kasy na świecidełka i fajerwerki. Uczestnicy z Europy, Polski i Dolnego Śląska oraz widzowie i artyści, z pewnością docenią ich wybiegający mocno do przodu sposób zaprogramowania festiwalu. 2016 to ważna data dla Wrocławia, bo to symbol zwycięstwa. I próba nowego otwarcia. Zbiorowości i jednostki potrzebują sukcesu. A czy do tego potrzeba miliona euro? Nie wiem.

Na koniec daję Ci możliwość zachęcenia fanów niekomercyjnej muzyki do przyjazdu na Asymmetry 2013.

Zapraszam do Wrocławia na piątą edycję festiwalu Asymmetry. W przepięknych okolicznościach przyrody i perlistej architektury obędzie się cykl koncertów artystów, którzy swoją twórczością wybiegają w przyszłość, są ikonami gatunków i nade wszystko wcielają w życie hasła festiwalu tworząc asymmetralne kompozycje. Zapraszam na cykl spotkań, prezentacji i dyskusji współorganizowany przez wybitnych animatorów życia kulturalnego z całej Europy. Zatem nie tylko koncerty, ale także możliwość wymiany poglądów to coś, co wypełni 4 majowe dni w Hali Stulecia. I co ważne: wszyscy się zmieszczą. Przyjeżdżajcie.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Lesław Dutkowski